Szukaj
  • Łukasz Malarz

Doświadczenie - Umiejętności. Czy Zawsze Idą W Parze?

Aktualizacja: sty 30

Jak to jest z tym doświadczeniem motocyklistów w odniesieniu do umiejętności? Mierzonym czy sezonami czy kilometrami. Czy faktycznie jest ono wyznacznikiem jakości techniki jazdy i wiedzy motocyklisty? Czy wystarczy jeździć czy może warto też trenować?

Ci, którzy mnie znają, wiedzą jak bym odpowiadał na każde z powyższych pytań. Ale niektórym już samo pojęcie trenowania jazdy motocyklem może wydać się co najmniej dziwaczne. Można sobie pójść pojeździć, ale trenować? Może jazdę samochodem też trenować? Przecież wsiadasz i jedziesz, co tu trenować. Chyba, że do jakichś zawodów. No cóż, niekoniecznie. Po pierwsze czy np. strażacy, żołnierze, goprowcy, ratownicy morscy nie ćwiczą swoich codziennych czynności? Czy nauczyli się i koniec? Mam nadzieję, że ćwiczą. Dlaczego wspominam o takich zawodach? Bo bezpieczeństwo tych osób, ich życie zależy przede wszystkim od ich umiejętności. Tak jak motocyklistów. Przecież ze względu na konstrukcję jesteśmy kilkakrotnie bardziej narażeni na odniesienie poważnych obrażeń na drodze niż kierujący samochodami. Prowadzenie samochodu jest dużo łatwiejsze, zachowanie się kierującego nie przekłada się aż tak bezpośrednio na zachowanie pojazdu, poza tym samochody dużo rzadziej się przewracają. To od nas samych przede wszystkim zależy nasze bezpieczeństwo, a umiejętności są jednym z najważniejszych czynników, które mają na to bezpieczeństwo wpływ i na które my mamy wpływ.

Ale wracając do meritum: określenie często pojawia w rozmowach z zarówno początkującymi motocyklistami (kolega mi doradzi, on już trzy sezony jeździ) jak i tymi bardziej doświadczonymi (jeżdżę od kilkunastu lat, robię po 20 tysięcy km rocznie – nie muszę trenować), pojawia się też w smutnych informacjach o wypadkach (doświadczony motocyklista uległ wypadkowi). No i tu chciałbym się zastanowić czy samo doświadczenie wystarczy. Kiedy zacząłem trenować motogymkhanę to, choć miałem już kilkanaście lat doświadczenia i dziesiątki tysięcy przejechanych kilometrów, doszedłem do wniosku, że właściwie nie umiem jeździć. A przecież radziłem sobie na drogach bardzo dobrze. Dziś choć, w motogymkhanie zrobiłem ogromny postęp, trenuję na torach, zgłębiam zagadnienia techniki jazdy, to widzę ile mam jeszcze do nauczenia. To chyba nawet nie ma końca. Nie da się umieć już wszystkiego doskonale. Przy okazji dwie refleksje: im więcej wiesz tym lepiej wiesz jak mało wiesz, i im więcej umiesz tym częściej podchodzisz na luźno - przecież nie musisz już nikomu nic udowadniać i dużo bardziej zdajesz sobie sprawę z zagrożeń.

Oczywiście nie chcę nie doceniać doświadczenia. Jest ono jednym z ważnych czynników podnoszącym umiejętności kierowania motocyklem i radzenia sobie na drogach. Ale jeśli się zastanowić to droga motocyklisty wygląda mniej więcej tak: pierwszy kontakt z motocyklem – nauka o co chodzi (następuje wtedy bardzo duży progres), pierwsze kilometry po drogach – nabieranie wprawy w kierowaniu, coraz lepsze rozumienie sytuacji drogowych (znów bardzo duży progres), kolejne tysiące kilometrów (nabiera się coraz więcej pewności, ale krzywa postępu wznosi się coraz wolniej), kolejne dziesiątki tysięcy kilometrów (krzywa postępu właściwie już przebiega płasko – coraz rzadziej zdarzają się sytuacje, z których się czegoś nowego uczy). I dochodzimy do momentu, kiedy motocyklista ma już tyle doświadczenia i umiejętności, że z kierowaniem motocyklem w okolicznościach, które zna, radzi sobie dobrze, a dzięki doświadczeniu udaje mu się unikać okoliczności, w których mógłby sobie nie poradzić. Przykład? Proszę bardzo: nauczył się oceniać zakręty i pokonywać je z taką prędkością (niekoniecznie bardzo niską) i takim torem jazdy, który zapewnia mu kontrolę nad sytuacją, nauczył się obserwować drogę tak daleko i przewidywać sytuacje drogowe, że nie dopuszcza do zaistnienia potrzeby szybkiego ominięcia przeszkody czy hamowania awaryjnego, i tak dalej. Taki styl jazdy, do stosowania którego zresztą niezbędne jest doświadczenie, nazywa się w technice jazdy stylem defensywnym. Czy to źle? To bardzo dobrze, sam staram się jeździć po drogach stylem defensywnym, czyli takim, który ma zapobiegać znalezieniu się w jakiejkolwiek niebezpiecznej sytuacji drogowej. No to w czym problem? W tym, że w środku zakrętu może pojawić się śliska plama, której nie było widać, że zza ślepego zakrętu może wyjechać pojazd ścinający zakręt, że któregoś dnia w wyniku braku koncentracji albo błędnej oceny kształtu zakrętu możesz wpaść w zakręt trochę za szybko, że kierujący samochodem z naprzeciwka, który zatrzymał się przed skrętem w lewo żeby ustąpić Ci pierwszeństwa nagle z niewiadomych przyczyn postanowił ruszyć tuż przed Tobą, niemożliwych do przewidzenia sytuacji jest nieskończenie wiele. I co wtedy? Wtedy doświadczenie już nie pomoże. Teraz potrzebne są umiejętności i odpowiednie, wcześniej ćwiczone odruchy. Inaczej trzeba będzie opowiadać znajomym jak to „droga była nie posprzątana”, „dziadek ściął zakręt”, „zakręt był źle wyprofilowany”, „puszka wymusiła”, a w ogóle to „musiałem położyć motocykl”. Oczywiście o ile będziesz w stanie coś jeszcze opowiedzieć.

W sytuacji nagłej, awaryjnej człowiek najczęściej reaguje odruchowo. Jeśli nie masz wypracowanych właściwych odruchów, zadziałają (opisywane przez K. Code'a w „Twist of a wrist – Przyspieszenie”) tzw. reakcje obronne, inaczej - panika. Czyli przede wszystkim skupienie uwagi na zagrożeniu, usztywnieniu górnej części ciała i totalna czarna dziura w umyśle – co oczywiście jest najkrótszą drogą do katastrofy. Ale jeśli stale ćwiczysz techniki kierowania motocyklem najpierw trenujesz właściwe reakcje, a później uczysz się działać instynktownie, co pozwala uwolnić umysł mogący w sytuacji zagrożenia dalej pracować nad rozwiązaniem problemu. Czy nie zdarzyło Ci się, że pod wpływem presji czasu na zaskakujące pytanie czy zadanie nie jesteś w stanie nic wymyślić, a w głowie czujesz totalną pustkę? Choćby np. w grach towarzyskich – jak czas minie, nagle do głowy przychodzą świetne pomysły i rozwiązania. A gdybyś w głowie miał wcześniej przygotowane odpowiedzi albo rozwiązania? Podczas prowadzenia pojazdu jest tak samo. Na szkoleniach bardzo często powtarzam: „jeśli wydaje Ci się, że nie masz czasu, to najprawdopodobniej Ci się tylko tak wydaje”. To Ty ustalasz ile masz czasu na działanie. Ale nie możesz poddać się panice. Ona Ci ten czas odbiera, nieważne czy doprowadzi do tego, że nie zareagujesz wcale – czy chaotycznie. Ale żeby się jej nie poddać musisz wiedzieć co robić. Natychmiast. Na reakcję masz „bardzo dużo” czasu, ale na zastanawianie się nie masz go wcale.

I dlatego właśnie bardzo namawiam do trenowania. Do ćwiczeń poprawiających technikę jazdy i prowadzących do utrwalenia właściwych reakcji. Wiesz jak często spotykam tzw. doświadczonych motocyklistów, którym wiele godzin zajmuje opanowanie zadań egzaminacyjnych na prawo jazdy? A przecież na co dzień jeżdżą ostro po drogach (tak ostro, że trafiają na egzaminy weryfikacyjne). Wiesz jak często słyszę „ten motocykl nie nadaje się do trudnych manewrów”? I to wcale nie od właścicieli Gold Wingów. Ale na drodze być może będziesz musiał wykonać trudny manewr, i co wtedy? Jak dla mnie jazda motocyklem to nie prędkość na prostej. To przede wszystkim zakręty, a w zakrętach i w sytuacjach, których nie da się przewidzieć będą potrzebne umiejętności. W pozostałych faktycznie być może wystarczy doświadczenie.

Na pewno pojawią się tutaj artykuły o technikach kierowania, o tym jak trenować, o ćwiczeniach, które można podjąć we własnym zakresie. Jeśli chcesz zacząć trenować samodzielnie (ale nigdy solo) to koniecznie zainteresuj się motogymkhaną - to dyscyplina, która uczy wszystkiego czego potrzebujesz do jazdy drogowej oraz jest świetnym wstępem do szybkiego sportowego torowania. Tylko trzeba uważać bo to bardzo wciąga ;-)

​A jeśli nie masz pomysłu jak trenować samemu to zapraszamy na szkolenia. Nawet tych „doświadczonych” .Oj, chyba wyszedł mi artykuł sponsorowany ;-)


Łukasz Malarz 26/12/2018


0 wyświetlenia

© 2020 by Promoto-nauka jazdy           

+48 733 802 601